Z miłości do życia
Artykuł zawiera spoilery!
Fale rozbijają się o brzeg. Trawa faluje na wietrze. Piasek delikatnie przesuwa się pod stopami. Para zakochanych trzyma się za rękę. Nic nie mówią, patrzą tylko co jakiś czas na siebie, uśmiechając się. Ciepłe, wiosenne słońce oświetla ich szczęśliwe twarze. Są w swoim świecie.
„Wszystko, co kocham” jest unikalną produkcją na polskiej scenie filmowej. Opowiada historię, która ma miejsce w okresie napięcia przed stanem wojennym i w czasie jego trwania. Unikalność tego filmu leży w odrzucenia języka historycznego; w zamian za to poznajemy młodych ludzi, którzy starają się prowadzić normalne życie, pomimo zaistniałej sytuacji. Bo przecież przy niespełnionej miłości stan wojenny to tylko mały mankament.
Janek (Mateusz Kościukiewicz) wydaje się być stereotypowym licealistą; wraz z kumplami gra w punk-rockowym zespole, jest zakochany w koleżance ze szkoły (Olga Frycz), pali papierosy, ogląda się za seksowną sąsiadką. Ale posiada też wrażliwość, której często brakuje jego rówieśnikom.

Mateusz Kościukiewicz jest niezwykłym młodym aktorem. Nadał Jankowi głębię, nadał mu rysy chłopaka, który powoli staje się mężczyzną. Który rozumie, ale nie zawsze się zgadza. Na długo zapamiętam scenę koncertu w szkole – mimika Janka, gdy powtarza refren „spaaaaać!”, jest bardzo sugestywna. Kolejną świetną rolę serwuje nam też Andrzej Chyra, wcielający się w ojca Janka. Naturalnie oddaje wojskowego, który nie do końca wierzy w to, co robi. Ich relacje są napięte; ojciec chce, żeby syn dojrzał, syn natomiast dojrzewać wcale nie zamierza. Tym lepiej ogląda się scenę na wsi, u dziadków Janka, gdzie cicho, ze łzami w oczach, wydają się wreszcie nawzajem rozumieć.
Siła tego filmu leży w połączeniu doskonałych zdjęć (Michał Englert) i równie dobrej muzyki (Daniel Bloom). „Wszystko, co kocham” dzieje się w małej, nadmorskiej miejscowości, ale dla osiemnastolatków jest to piękny świat, gdzie zaznają pierwszych miłości, gdzie uprawiają pierwszy seks, gdzie palą pierwszego papierosa. Michał Englert używa miękkich barw i umiejętnie przechodzi od lekko melancholijnych scen na plaży do szarych mieszkań. Muzyka wydaje się grać jeszcze ważniejszą rolę. Świetnie słucha się jej w postaci soundtracka, ale dopiero w filmie, właśnie z tymi pięknymi zdjęciami trawy falującej na wietrze, przy której Janek kocha się z Basią, staje się ona niezapomniana.
Jacek Borcuch nie zrobił filmu, który przedstawia skomplikowany portret psychologiczny bohaterów; nie zrobił też filmu, który opowiada o strachu i okropnościach stanu wojennego. Przedstawił okres 1981 roku tak, jak sobie wyobrażałem z opowieści rodziców – jako czas taki, jak każdy inny, podczas którego nikt nie siedział cicho w mieszkaniu, obgryzając paznokcie ze strachu. „Wszystko, co kocham” opowiada o wolności, jaka jest w każdym z nas, nawet gdy z tej wolności wydajemy się obdarci. I pozostawia mnie z niepokojącym wrażeniem, że to właśnie oni, ci młodzi ludzie, jakimi byli też kiedyś moi rodzice, byli wolni, mimo że trwał stan wojenny i wydawałoby się, że do tej wolności mają bardzo daleko. I że to ja, żyjąc rzekomo w wolnych czasach, jestem ograniczany, zamykany z każdej strony. „Wszystko, co kocham” oddaje życie takim, jakim powinno ono być, pełnym esencji, zapachów, uczuć. Wszystkim, co kocham.
marylou
No właśnie. Ostatni akapit - ładna pointa. Ten film witalizuje uczucia. Ożywia ducha, przywołując najbardziej soczyste porywy serca. Regeneruje idealizmem i przypomina jak cudnie smakowało życie napędzane paliwem z buntu. A podoba się tym, którzy wciąż mają w pamięci zapaszek młodzieńczej naiwności..
doktor_pueblo
Pięknie napisane i właściwe z tym co napisane mogę się zgodzić.
Mam tylko jedną wątpliwość - po cholerę akcja filmu dzieje się w 1981 roku, skoro tego roku w ogóle nie ma na ekranie? Nie chodzi mi o Solidarność, czy komunę, pal je licho. Chodzi o to, że to nie jest w ogóle film o czasach PRL-u, a jeśli jest to o jakiejś zamkniętej enklawie dzieci dygnitarzy. Ja w 1981 roku byłem w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Nie tak wyglądały szkoły. Nie tak wyglądały budynki. Nie tak się ludzie ubierali. Nie tak ludzie rozmawiali. Że przeszłość jest wyidealizowana? Chyba nie aż tak. Z mojego punktu widzenia można by równie dobrze powiedzieć, że akcja filmu dzieje się w 1780 roku. Równie wiele by się zgadzało.
Tego, że film jest banalny krytykować nie będę, bo każdy czasem banał lubi i powspominać pierwsze pocałunki pewnie też. Krytykuję didaskalia przez które film jest dla mnie kompletnie nieautentyczny.
marylou
Cóż, mnie się wydaje (i trzymam się tego od początku), że Borcuch chciał stworzyć film będący hołdem dla młodości, dla uczuć, które tę młodość charakteryzowały (tak barwnie i soczyście!). PRL stanowił doskonałe tło filmu fabularnego (i chyba tylko tło miał tworzyć) dla buntu i przeżyć, był tego buntu uzasadnieniem. A za protagonistę uznać trzeba młodość i.. wolność, którą tak trafnie opisał KubaTuba.
W takim Beats of Freedom jest i wolność i real, ale to dokument. W przeciwieństwie do WCK.
doktorze, a nie lepiej, dla dobra impresji, wyzbyć się czepialstwa w stosunku do didaskaliów i odebrać film jako zgrabnie nakręcone wspomnienie młodości? To film fabularny, "prawda" może być trochę nagięta. Myślę, że zbyt surowo podchodzisz do obrazu Borcucha.
doktor_pueblo
PRL nie tylko nie tworzył "doskonałego" tła, ale nie tworzył żadnego tła, bo w ogóle go w tym filmie nie ma.
marylou
No nie... to już jest skrajne czepialstwo. Ponawiam apel z wypowiedzi wyżej: uznaj, że WCK to film fabularny, a nie doc. Upierasz się przy własnych realiach PRL-u, ale nie o to w tym filmie chodzi. WCK został b. doceniony przez krytyków. W różnym wieku. Starszych niż ja. Czyżby inaczej (niż Ty) zapamiętali PRL? Nie rozumiem, dlaczego aż tak bardzo przeszkadzają Ci te detale...
Ja się zgadzam z tą recenzją:
http://www.polityka.pl/kultura/film/1502151,1,recenzja-filmu-wszystko-co-kocham-rez-jacek-borcuch.read
doktor_pueblo
OK, uznaję, że WCK dzieje się w czasach napoleońskich i grają tam muzykę klasyczną. Też pasuje.
A co do krytyków to przypominam tylko, że film na festiwalu w Gdyni został całkowicie pominięty i niezauważony, a krytycy zaczęli go nagle chwalić, gdy zakwalifikował się do Sundance. Tacy to niezależni w opiniach są nasi krytycy.
marylou
Pffff. Nie dość że cabrón, to jeszcze beznajdziejnie uparty. Nawet krytyków się czepia.
doktorze. Pokaż mi recenzję WCK, w której krytyk stawia podobne do Twoich zarzuty. Każdy patrzy na ten film przez pryzmat wspomnienia/melodramatu itp., a Ty upierasz się przy histrorii. Opis dystrybutora (choć nie zawsze adekwatny) wyraźnie wskazuje jak należy ten film odbierać:
"To historia grupy przyjaciół, którzy młodość przeżywają na początku lat osiemdziesiątych na polskim wybrzeżu. Głównym bohaterem filmu jest Janek (Kościukiewicz), wrażliwy osiemnastolatek. W tle przetacza się Wielka Historia – manifestacje, strajki, stan wojenny, a na pierwszym planie – gwałtowna pierwsza miłość, głód życia, radość młodości, muzyka, seks… wszystko, co najpiękniejsze. Młodzieńczy, idealistyczny świat zostanie zderzony z bezwzględną rzeczywistością. Bohaterowie będą musieli podjąć walkę o miłość i przyjaźń."
lapsus
Marylou , ale to co przytoczyłaś w cudzysłowie zajeżdża lipą na kilometr. Mdłości. I taki ten film jest. Przykro mi.
marylou
lapsusie, zajeżdża lipą, bo to nie moje słowa - oczywistość. ;)) Przyznaję, że powołanie się na słowa dystrybutora jest szczytem desperacji w próbie perswazji, ale brakuje mi już konstruktywnych argumentów. Ręce opadają.
WCK jest dobrym filmem. Wy tego nie czujecie. Trudno. Wasza strata. Mój wzlot.
lapsus
Twierdzę, że to tandeta i kicz. Powiedz , jak podobały Ci się zdjęcia zachodu słońca z muzyką z pornosa w tle. Bo ja jadę do Rygi. Nie ukrywam - chciałem punka, agresji, a dostałem lukrowatą papkę. Może w kategorii młodzieżowe romansidło to dobry film, ale na tym się nie znam. I ten natrętnie szczerzący się Kościukiewicz. Widziałem go w "Matce Teresie " i był świetny. Będę Ci obrzydzał ten film do skutku. Chociaż ? Może chłopcy Ci się po prostu podobali? To bym był w stanie zrozumieć ;)
marylou
No pewnie, że podobali mi się chłopcy! Kościukiewicz jest świetny. W każdej roli. Przyznaję, że obawiałam się, czy po WCK nie zostanie zaszufladkowany jako przystojniaczek do romansideł, ale w Matce Teresie pokazał klasę.
Możemy uznać, że WCK to naiwny filmik dla nastolatek pełen kiczowatych scen i ogólnej tandety (tj. buntu, miłości itp.) - wszystko mi jedno. Lubię to i basta! ;)
Oferma
a ja tam się z doktorem w pełni zgadzam. W filmie nie wyczułem ani atmosfery ani nic :P
lapsus
Ja też zgadzam się z Doktorem. Prawie zawsze się zgadzam, chociaż on tego prawdopodobnie nie lubi ;)
marylou
Doktor ma tu wyraźny monopol na poglądy. Zgłaszam veto.
doktor_pueblo
@marylou: Rozumiem, że mój upór jest bardziej uparty od Twojego, bo bronię błędnych poglądów, a Twój jest w ogóle nieuparty, bo bronisz słusznych poglądów. Czy tak? Przyznam szczerze, że jak przeczytałem ostatni argument, że "Opis dystrybutora wyraźnie wskazuje jak należy ten film odbierać", to zaniemówiłem. Może w takim razi w ogóle nie formułujmy subiektywnych opinii, tylko skupmy się na czytaniu opisów dystrybutorów? :)
@lapsus: Rzeczywiście, przyznaję, że nie przeszkadza mi, gdy nikt się ze mną nie zgadza, ale to nie oznacza jeszcze, że nie lubię jak lapsus się zgadza. Bardzo lubię ;)
@Oferma: Dobrze wiedzieć, że żyjesz! :)
marylou
Doktorze, ja cały czas próbuję Wam uświadomić, że film ten bardziej jest melodramatem osadzonym w pseudoPRLowskiej rzeczywistości niż PRLowskim dramatem, którego tłem jest młodość i dylematy z nią związane. Stąd też przytoczony opis dystrybutora - prosty jak but, ale wskazujący wyraźnie, że w filmie chodzi o emocje po prostu, a nie o fakty. Dlatego własnie uważam Wasze czepialstwo za nieuzasadnione i bezsensowne w gruncie rzeczy. Ot ladną bajkę zaserwował Borcuch, przemycił na ekran uczucia z czasów swojej młodości, a Wy się pastwicie nad historią, która stanowić miała tylko zgrabny background; źródło buntu.
doktor_pueblo
Wybacz marylou, widzę, że nie spoczniesz póki nas nie przekonasz, ale niestety nie masz szans. Oszukujesz się, sądząc, że w filmie nie podobało nam się tylko niezbyt wiernie oddane tło, mimo że lapsus napisał Ci wyraźnie, że chodzi też o coś innego - że film jest banalny na poziomie Harlequina dla licealistów. Mnie akurat ten film - w przeciwieństwie do lapsusa - nie wkurza. Dałem mu 5 bo uważam za kompletnie przeciętny i akceptuję to, że istnieje grupa ludzi do których trafia. A Ty zaakceptuj to, że istnieje grupa ludzi, dla których jest nieudany pod prawie każdym (poza aktorstwem i zdjęciami) względem.
marylou
Z całej tej dyskusji wynika więc, że jestem nawinym podlotkiem, który wzdycha do Kościukiewicza i leci na tanie emocje w filmie. Świetnie!
Akceptuję, że film Wam się nie podoba (nie widzę w tym nic nadzwyczajnego), ale uważam, że Wasze argumenty sprowadzają się do tego, że WCK ociera się o banał, który wypada przecież wyśmiać. Całe szczęście, że WCK nie ma szans na Oscara - to by go zdeprecjonowało totalnie.
doktor_pueblo
Jednego tylko nie rozumiem - czemu się tak uniosłaś i od "doktorków" mnie wyzywasz? Proponuję zakończyć dyskusję o tym filmie, skoro wyzwala w Tobie tyle emocji. Pozdrawiam serdecznie.
marylou
To z sympatii. Tylko i wyłącznie !!! Myślałam, że wszystko tu się rozgrywa z przymrużeniem oka. Przepraszam, Doktorze, jeśli Cię uraziłam. Absolutnie nie zamierzałam. Mam nadzieję, że wybaczysz podlotkowi ten nietakt.
PS Zapewniam też, że nie uniosłam się bardziej niż zwykle. :) Nieporozumienie. Wszystko przez brak emotikonów.
doktor_pueblo
Spokojnie, mnie nie tak łatwo obrazić. Zaniepokoiło mnie tylko to, że przenosisz nasze opinie na temat filmu na siebie. Jeżeli piszę, że film jest banalny, to wcale nie oznacza, że uważam Ciebie za banalną, bo przecież każdy może odbierać film inaczej. I tyle :)
marylou
Ufff, kamień z serca ;)) Oj tam, wcale nie przenoszę na siebie, zgrywałam się trochę, bo absurdem są dla mnie Wasze argumenta, podobnie jak absurdalne jest, że jestem banalna ;))
Shalom!
lapsus
Ot i zrobił nam wodę z mózgu mierny film "WCK". A wiesz , Marylou, czemu? Ponieważ poczułem się po seansie, że ktoś mnie nieźle wydymał. Nie lubię się czuć wydymany. Może powinienem wydymanie zaakceptować jako znak czasów, ale jakoś do tej pory nie potrafię sobie tego wyobrazić. Ebać. Idę słuchać Toma Waitsa. I Wam moi drodzy interlokutorzy też to radzę;) Przynajmniej koleś nie ściemnia.
lapsus
@ doktor "Rzeczywiście, przyznaję, że nie przeszkadza mi, gdy nikt się ze mną nie zgadza, ale to nie oznacza jeszcze, że nie lubię jak lapsus się zgadza. "
Kurde , przez pół nocy rozkminiałem logiczne zawiłości tego zdania. Powinieneś pisać takie napakowane sensami aforyzmy, tylko obawiam się, czy znajdziesz odpowiednią ilość inspiracji, bo sam lapsus to za mało :( Mógłbyś się odnieść do tradycji OuLiPo. Takie matematyczne haiku to by było cóś! Mówię bez odrobiny ironii (no może z okruszną).
http://pl.wikipedia.org/wiki/OuLiPo
doktor_pueblo
Ciekawe, ciekawe :)
A masz jakieś próbki ich twórczości?
lapsus
Tylko Pereca czytałem. Polecam. Szczególnie "Życie instrukcja obsługi".
lamijka
Polecam Twojej uwadze: http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=105105
"Sto tysięcy miliardów wierszy" Raymond Queneau. Matematyka w poezji.
doktor_pueblo
O, dziękuję za polecanki. Rozumiem, że moją misją jest teraz 1) przeczytać, 2) opanować i 3) wdrożyć przy pisaniu recenzji na Filmasterze.
lapsus
Jest jeszcze opcja 4)
doktor_pueblo
czekam niecierpliwie na sugestię...
lapsus
możesz to po prostu olać...
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook