Ile bladości w ciemności
Etykieta „polskiego kandydata do Oscara” potrafi zdziałać cuda – nie tylko wypełnia sale kinowe, ale przyciąga też uwagę mediów i usprawiedliwia wynoszenie filmu na piedestały rodzimej kinematografii.
Nie oznacza to jednak, że „W ciemności” jest najlepszym polskim filmem ostatniego roku. To solidne kino, ale nie porywające; i choć nominacja do nagrody Akademii Filmowej stanowi wielki sukces, to nie można przez jej pryzmat oceniać filmu.
Produkcja Agnieszki Holland pozostawia pewien niedosyt, choć na pewno nie dokładają się do tego fantastyczne zdjęcia. Peany w kierunku Jolanty Dylewskiej są jak najbardziej słuszne – sceny w kanałach są odważnie oświetlone w niedooświetleniu, a w niektórych ujęciach udało jej się zawrzeć fantastyczne kadry, mimo ciasnego otoczenia. Niedosyt jest natomiast odczuwalny w grze Roberta Więckiewicza, który stał się ostatnio bardzo modnym aktorem. Jego rola w „Wymyku” była bardzo dobra, tymczasem Leopold Socha w jego wykonaniu jest mało autentyczny, a przecież scen, żeby ową autentyczność pokazać, w „W ciemności” jest bardzo wiele.

Po wyjściu z kina miałem nieodparte wrażenie, że próbowano mi tylko pokazać historię Sochy i ukrywających się Żydów. Agnieszka Holland użyła takiego języka filmowego, by jej film mógł być odebrany jednakowo przez wszystkich widzów. W efekcie „W ciemności” wydaje mi się filmem bez odpowiedniego ładunku emocjonalnego. Oglądamy dramat ludzi, którzy przez 14 miesięcy przebywają w nieludzkich warunkach. Oglądamy przemianę złodziejaszka, nastawionego na zysk, w człowieka, któremu ratowanie ludzi wydaje się nadawać sens życia. Oglądamy, tylko oglądamy, nie przeżywamy, choćby w niewielkim stopniu.
Niedługo do kin wchodzi „Róża” Wojciecha Smarzowskiego, dowód na to, że można – i trzeba – obok perfekcyjnego utylizowania narzędzi filmowych, wywoływać u widzów prawdziwe emocje. Sprawić, by wychodzili z kina w ciszy, z oczami jeszcze szeroko otwartymi, z myślami zaplątanymi jeszcze w dopiero co skończonej opowieści. Holland się to niestety nie udało.
umbrin
"Sprawić, by wychodzili z kina w ciszy, z oczami jeszcze szeroko otwartymi, z myślami zaplątanymi jeszcze w dopiero co skończonej opowieści." Na moim seansie ludzie tak wyglądali, ale głównie na sali były osoby po 40-tce.
skrawkikina
zgadzam się, "Róża" miażdży "W ciemności" ...
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook