Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Tacy sami

Artykuł zawiera spoilery!

„Armadillo” rozpoczyna się pożegnaniami młodych chłopaków z rodzinami; tych pierwszych czeka sześć miesięcy w Afganistanie, tych drugich – strach i śledzenie newsów. Szybko następuje zderzenie ze stereotypem żołnierza „z powołania”, twardego, odważnego. Okazuje się, że oni są tacy sami jak ja.

Ta niewygodna obserwacja towarzyszy przez całą długość tego świetnego filmu dokumentalnego. Duńska grupa „świeżych” żołnierzy dociera do tytułowej bazy Armadillo w Afganistanie i właściwie od razu biorą udział w rutynowych – wydawałoby się – patrolach. Ci sami młodzi mężczyźni, którzy jeszcze kilka dni temu oglądali telewizję w domach, wtopieni w bezpieczne kanapy, teraz przemierzają wioskę nieopodal bazy, szukając śladów Talibów. Pod ich nogami mogą znajdować się tysiące min, a w każdym z zabudowań mogą się czaić snajperzy. Ta kobieta, przejeżdająca obok na rowerze, z pewnością jest obklejona ładunkami wybuchowymi.

Ciągłe zagrożenie jest klaustrofobiczne, duszące. Kamera wiernie podąża za patrolami, oraz śledzi wydarzenia w samej bazie. Tam następuje mroczna ewolucja – z początku radośni, wyluzowani żołnierze grają w karty, zabijają się nawzajem w grze komputerowej; z czasem jednak uśmiechy zanikają, a w oczach – to, wbrew pozorom, nie frazes – maluje się pustka. Maluje się pewnego rodzaju doświadczenie, które zdaje się mówić, bez przechwałek, „widziałem więcej niż wy”.

Nie sposób się temu dziwić. W jednej ze scen grupa podejrzanych może-Talibów jest monitorowana z bezzałogowego samolotu. Krzątają się przy zabudowaniach – może mają broń, może są niebezpieczni. Za chwilę w to miejsce uderza rakieta. W ułamku sekundy ludzie znikają.

„Armadillo” jest fantastycznie zmontowany. Napięcie, wydawałoby się, jest budowane jak w filmach sensacyjnych – stopniowo. Ale tak naprawdę rządzi tu chronologia. Toteż dopiero pod koniec jesteśmy świadkami zażartej walki z Talibami, z kulami świstającymi – dosłownie! – nad kamerą i jej operatorem. To właśnie w tym segmencie oglądamy scenę z postrzelonym żołnierzem, który znajduje się w szoku. Nie ma tu krzty gry aktorskiej, nie ma tu krzty zgrywania się, choć powtarzamy w myślach „przestań się zgrywać, wybuchnij śmiechem”. Ten chłopak zdaje się przebywać w innym wymiarze, patrzeć na inną rzeczywistość.

Takich ujęć jest tu bardzo dużo. Ujęć, które nie boją się zbliżyć do twarzy, które zmuszają nas do patrzenia prosto w oczy żołnierzy. Słowa stają się niepotrzebne. Reżyser, Janus Metz, i operator, Lars Skree, pokazali widzom ludzką stronę wojny, z krwią, łzami, smutkiem i radością. Pokazali młodych ludzi, którzy często spowodowani pragnieniem przeżycia przygody udali się do Afganistanu.

Pokazali ludzi takich jak ja.

Zakończenie uderza najbardziej. Żołnierze wrócili do kraju. Spędzają czas z rodziną, znajomymi. Patrzą się w dal. Zaznali zupełnie innego, nowego życia; nie widzą powrotu do poprzedniego. I choć te sceny byly najpewniej wyreżyserowane, to informacje później podane już na pewno nie – prawie wszyscy żołnierze chcą ponownie lecieć do Afganistanu.

KubaTuba Kuba Wichnowski

doktor_pueblo doktor_pueblo

Ja mam pewne wątpliwości związane z tym filmem, które wyartykułowałem już zresztą pod notką lapsusa. Podejrzewam, że podobałby mi się bardziej, gdybym nie obejrzał bardzo podobnego formalnie, a jednak moim zdaniem dużo lepszego jako dokumentu, "Restrepo" (polecam!).
Piszesz o stereotypie "twardego żołnierza". Nie wiem skąd wziąłeś ten stereotyp, chyba z kina akcji typu Rambo, ale w poważnym kinie wojennym pojawia się zwykle zupełnie inny stereotyp, a mianowicie taki, że żołnierze to zwykli chłopcy, a nie żadni herosi, którzy rzuceni w paszczę wojny nigdy nie są już tacy jak wcześniej. Dokładnie o tym opowiada Armadillo i w związku z tym jest dla mnie właściwie troszkę stereotypowy. Oczywiście na jego obronę można powiedzieć to, że jest to dokument, czyli prawda... no ale właśnie.. czy do końca? Problem w tym, że to jest jednak dzieło reżysera, które jest pod wieloma względami podporządkowane wizji, którą chciał przekazać. Wcale nie tylko końcowe sceny były wyreżyserowane. Wyreżyserowana jest również np. scena ze striptizerkami, zmanipulowane są niektóre wypowiedzi żołnierzy (tu reżyser się z tego tłumaczy: http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105406,9580304.html). Również bohaterowie (w tym ten główny) nie są dobrani przypadkowo, lecz żeby udowodnić pewną tezę.
Żeby nie było - uważam że reżyser miał do tego prawo, ale, no właśnie, pozostaje pewna wątpliwość. Armadillo uważam za całkiem niezły film, ale wolę "czyste" dokumenty, takie jak Restrepo. A może po prostu obejrzałem go jako pierwszy i przez to mi się bardziej podobał, a reszta to dorobiona ideologia? Kto wie? :)

.

KubaTuba KubaTuba

Zobaczyłem "Restrepo" i czegoś mi tam brakowało.

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Cóż, te filmy są podobne, więc podejrzewam, że ten który obejrzy się jako pierwszy podoba się bardziej. Armadillo jest chyba bardziej "efekciarski" i być może spójny, bo jest - jak pisałem - filmem z narzuconą tezą. Restrepo jest bardziej surowy, bardziej obiektywny, kamera obserwuje, ale nie ma (chyba) żadnej konkretnej tezy, którą chce przekazać.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook