Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Superbohaterka od osiemnastu

„Dziewczyna z tatuażem” to żywy, momentami wręcz naturalistyczny film, złożony ze świetnych składników kinematograficznych. Kiedy jednak resztki popcornu są już wygrzebane, a ostatnie krople coca-coli wysiorbane, przychodzą oczywiste wnioski – to „tylko” thriller kryminalny. Z jednym „ale”.

Tym „ale” jest Rooney Mara i grana przez nią postać, Lisbeth Salander. Jest toksycznie frapująca, interesująca; kiedy pojawia się na ekranie, przyciąga uwagę, dominuje. Daniel Craig, wcielający się w Mikaela Blomkvista, staje się właściwie niezauważalny. To niesamowite osiągnięcie, szczególnie dla dość początkującej aktorki, jaką jest Mara. Sama Lisbeth jest, na pierwszy rzut oka, antybohaterką – żyje pod obserwacją kuratorską, prowadzi, delikatnie mówiąc, „wyzwolone” życie. Ale to właśnie ona posiada aurę siły, czerpaną ze zła, jakie ją dotknęło.

Stieg Larsson, autor „Millennium”, poświęcił wiele uwagi na konflikt płci i odnajdujemy go także w filmie; o ile jednak w pierwowzorze literackim motyw ten był zrównoważony, o tyle w filmie mamy do czynienia z kompletną dominacją Salander, a także innych kobiet. Mikael Blomkvist znajduje się na przegranej pozycji. W filmowych „scenach łóżkowych” to zazwyczaj mężczyzna znajduje się na pierwszym planie, tymczasem podczas stosunku Mikaela z Lisbeth, widzimy tylko jego tors – większość kadru zajmuje dziewczyna. To nie konflikt, tylko pogrom.

Zabiegów operatorskich, podkreślających wymowę danej sceny, jest tu z resztą bardzo wiele. W poruszającej i niewygodnie autentycznej scenie gwałtu Jeff Cronenweth, autor zdjęć, używał niskich ujęć, pokazujących zawsze oprawcę górującego nad ofiarą. Podczas zemsty Lisbeth ta reguła jest konsekwentnie utrzymana i to ona stoi nad niedawnym oprawcą. Cały film jest z resztą pięknie nakręcony przez operatora, który pracował z Davidem Fincherem także przy „Social Network” i „Fight Club”. Ujęcia często wydają się wyprane z kolorów, co dodaje scenom wrażenia chłodu (tego dosłownego, ale także metaforycznego, otaczającego śledztwo Blomkvista).

Odkrywającym się kolejnym warstwom tajemnicy akompaniuje ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Trenta Reznora i Atticusa Rossa. Utrzymali bardzo wysoki poziom, do jakiego nas przyzwyczaili w „Social Network”; najbardziej charakterystycznym nagraniem jest oczywiście remake „Immigrant Song”, z żeńskim wokalem Karen O. To nie tylko zaskakująco udany kawałek, ale także kolejny element podkreślający siłę kobiety w „Dziewczynie z tatuażem”. Samo nagranie pojawia się w fantastycznej sekwencji tytułowej, nadającej nieco cyberpunkową, nieco dziką atmosferę całemu filmowi.

Adaptacja obszernej książki pełnej detali jest arcytrudnym zadaniem, ale także na tym polu „Dziewczyna z tatuażem” odnosi sukces. To zasługa hollywoodzkiego mistrza scenariuszy, Steve’a Zailliana. Dokonał wielu zmian, ale udało mu się zachować najważniejsze punkty pierwowzoru. Fabuła filmu jest zrozumiała, a jednocześnie – wciągająca. Pójdę dalej; książka Stiega Larssona zrobiła na mnie średnie wrażenie, a scenariusz Zailliana wydaje się być po prostu lepiej poprowadzony. Mistrzowskie składniki tego kinematograficznego dania kończy montaż. Reżyser znowu sięgnął po sprawdzonych przy „Social Network” filmowców – Kirka Baxtera i Angusa Walla. Doskonale wyważyli tempo filmu, który rozkręca się w hitchockowskim stylu. Wrócili także do szybkiego montażu rozmów, którego użyli przy wspomnianym filmie o Zuckerbergu; niektóre wymiany słów, szczególnie między Lisbeth a Mikaelem, sprawiają wrażenie pojedynku florecistów.

„Dziewczyna z tatuażem” nie rewolucjonizuje gatunku; wprowadza jednak „superbohaterkę” na miarę naszych czasów. Rooney Mara porywa widzów swoją doskonałą grą, ale jednocześnie spycha śledztwo Blomkvista na dalszy plan. Można to interpretować dwojako – jako mankament, bo odkrycie prawdy przez Mikaela powinno być najważniejsze, ale także jako zaletę, bo postać Lisbeth Salander jest wystarczająco interesująca, by stać się głównym tematem filmu. I to właśnie z ostatnim łykiem coli musi zdecydować widz.

KubaTuba Kuba Wichnowski

doktor_pueblo doktor_pueblo

A jak amerykańska Lisbeth Salander wypada na tle szwedzkiej (Noomie Rapace) z "Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"?

.

KubaTuba KubaTuba

Tego niestety nie wiem, postanowiłem zobaczyć szwedzką wersję po amerykańskiej :)

.

aherok aherok

Jak dla mnie szwedzka wypadła lepiej. Ale to może tylko moja sugestia i wynik preferowania kina pozahollywoodzkiego. Odnośnie całego filmu - amerykańska fabuła bardziej trzyma się książki.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook