Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Piękno strachu. Dyptyk.

Część I – „Nie martw się, Melancholia przemknie obok nas”

Lars von Trier stworzył obraz nudny, nieautentyczny, którego bohaterowie zachowują się zupełnie niezrozumiale. W pierwszej części, podczas ślubu, oglądamy próbę przedstawienia bogatego, ekskluzywnego wesela w nieco amatorski sposób. Kamera tylko towarzyszy wydarzeniom, zamiast je kreować. Jest więc Justine (Kirsten Dunst), znajdująca się w depresji, walcząca z potwornymi huśtawkami nastrojów. Pretensje o to ma do niej jej siostra, Claire, organizująca przyjęcie (Charlotte Gainsbourg). Chodzą od pokoju do pokoju, zdawkowo rozmawiając, raz się przytulają, zaraz potem, niczym naburmuszone dzieci, obrażają się na siebie. Efekt jest komiczny.

Tytułowa Melancholia, wielka planeta, wychodzi na pierwszy plan dopiero w drugiej części. Paraliżuje Claire, ale także widzów, modlących się, żeby uderzyła w świat filmowy Triera jak najszybciej. Bo ile można oglądać szlochy i ataki paniki jednej siostry, kontrastujące ze stoickim spokojem, ignorancką wręcz postawą drugiej (którą, swoją drogą, nadchodząca apokalipsa w magiczny sposób uzdrowiła).

„Melancholia” to ciężki film, na siłę pretensjonalny oraz zdecydowanie zbyt długi. Pierwszej partii z weselem mogłoby równie dobrze nie być, bo nic nie wnosi. Z kolei część drugą, ważniejszą, można było rozwinąć, ożywić nieco aktorki i dodać, choć trochę, realizmu.

Część II – „Melancholia to przyjemność z bycia smutnym” *

„Melancholia” jest wybitnym dziełem. Nieważne, co zrobił Lars von Trier w Cannes, czy jest na siłę pretensjonalny, czy nie; udało mu się wyreżyserować obraz, który – faktycznie – sięga do estetyki Tarkowskiego, który ogląda się - pardon za frazes - jednym tchem, choć jest tak spokojny.

Kirsten Dunst zagrała fantastycznie. Idealnie. Nie spodziewałem się, że posiada w sobie talent, by tak autentycznie oddać osobę w depresji. I ciężko powiedzieć, co było trudniejsze – czy ten „stan przejściowy” z pierwszej części, w czasie ślubu, czy ten głębokiej choroby w drugiej.

Dobrymi rolami wtóruje jej reszta obsady. Charlotte Gainsbourg kreuje postać, która zdaje się być odwrotnością siostry – sprawia wrażenie poukładanej, odpowiedzialnej kobiety. Zamiana ról, która następuje wraz ze zbliżaniem się planety, jest fantastyczna. Charlotte Rampling, choć z małą rolę, jest swoistą kotwicą, która nie pozwala Justine, i przez to całemu przyjęciu, odpłynąć.

Zdjęcia autorstwa Manuela Alberto Claro są niezapomniane. Piękne, otwierające ujęcia w zwolnionym tempie, kręcone Phantomem, ciekawie korespondują z późniejszymi scenami. Fragmenty, w których Justine i Claire pędzą konno przez zamgloną drogę, czy te, pokazujące wielki ogród przez pałacem, czy wreszcie ten, w którym Justine leży naga nad rzeką – jest ich bardzo wiele i wciąż pamiętam je jak fotografie.

„Melancholia” zachwyca. Ale też odpycha. Dawno nie było filmu, który by tak podzielił świat filmowy. Oceny nie grają tu jednak roli – nowe dzieło Triera przejdzie do historii tak samo, jak przeszły dzieła Tarkowskiego. Dzieła trudne, ciężkie, lub prawie niemożliwe do zdefiniowania, wymagające odpowiedniego podejścia do kina, odpowiedniego klucza. Jeśli widz takowy klucz posiada, jest zapraszany do pięknego świata, w którym każdy moment jest fantastycznym przeżyciem; jeśli nie, to odbije się tylko od drzwi z niesmakiem.

* - Victor Hugo

KubaTuba Kuba Wichnowski

Pstepien Pstepien

Czasami posiadanie klucza nie wystarcza do pięknego przeżywania von Triera. Mnie po prostu odpycha, choć teoretycznie wiem do czego zmierza w swojej twórczości. Będąc brutalnie szczery - osobiście uważam, że od kilku lat von Trier prowadzi intelektualną masturbację, która pozostawia mnie totalnie obojętnym. Z "Melancholią" jest identycznie - król jest nagi, chciałoby się wołać. No ale przynajmniej nie jest to tak patetyczny kicz ubrany w pseudofilozoficzne szaty jak "Tree of Life"

Przyznam też, że nie lubię jak von Trier pojawia się w kontekście Tarkowskiego. Choć nie tak obraźliwe jak wtedy gdy sam von Trier poświęcił swój największy gniot, czyli Antychryst, Tarkowskiemu.

3/10 (dodatkowy punkt za wspaniałe zdjęcia).

.

mariamri mariamri

bardzo, bardzo ciekawa recenzja:)

Co do Kirsten Dunst to ostatnio czytałam, że dziewczyna leczyła się z depresji, podobnie zresztą jak von Trier, więc pewnie i obydwoje czerpali ze swoich doświadczeń podczas pracy nad filmem.
Nie zmienia to oczywiście faktu, że Kirsten jest dobrą aktorką (umie zmienić swoje doświadczenia w rolę) i coraz mocniej się do niej przekonuję (mimo przemarnego "All good things")

.

ubiquit ubiquit

Ehh, kolejny must see, na który nie mam czasu. :/

.

m0rt m0rt

bardzo ciekawa recenzja

.

jeżyk we mgle jeżyk we mgle

początek, czyli "poruszone fotografie" + 3/4 wesela jest najlepszy. potem chciałam żeby melancholia rozwaliła w drobny mak i jak najszybciej ziemię i tym samym zakończyła film. wiadomo od samego początku jak to się skończy i to zamierzone czekanie było dość nudne, niestety. bardzo mi się podobała gra kiefera, rampling i tymczasowego męża.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook